Zaraz po zremisowanym 0-0 spotkaniu z GKS Bełchatów porozmawialiśmy z bramkarzem gospodarzy, Adrianem Odyjewskim. Dla zawodnika GKS Tychy był to drugi oficjalny występ na poziomie Fortuna 1 Liga.

Mecz z GKS Bełchatów skończył się wynikiem 0:0. Ten wynik nie może chyba w pełni satysfakcjonować?
Nasze ostatnie wyniki ustawiły nas w czołówce ligi i mecze z drużynami z dolnej części tabeli musimy po prostu wygrywać. Szanujemy ten remis, ale czujemy oczywiście niedosyt.
Na które elementy gry zwracał uwagę trener Artur Derbin podczas analiz przed tym spotkaniem?
Żałujemy na pewno, że nie udało nam się sforsować szyków obronnych GKS Bełchatów. Do tego zabrakło być może częstszego zagrywania dłuższych piłek. Plan był taki, żeby dużo dośrodkowywać czy to na Szymona Lewickiego, czy na Damiana Nowaka w drugiej połowie meczu. Mieliśmy przewagę wzrostu i to na ten szczegół trener zwracał uwagę w grze ofensywnej.

Dwa oficjalne występy w barwach GKS Tychy, dwa z GKS Bełchatów. To jakiś ukryty zapis w kontrakcie, że na mecze z Bełchatowianami miejsce w składzie masz gwarantowane? (śmiech)
Tak się akurat złożyło. Los chciał, że zarówno mój debiut, jak i drugie spotkanie w barwach GKS przypadło na mecz z Bełchatowem.
Jak ten mecz wyglądał z twojej perspektywy? Jesteś zadowolony ze swojego występu?
Muszę powiedzieć, że emocje były duże. Grałem dopiero drugie oficjalne spotkanie w GKS, więc temu występowi towarzyszyły wrażenia związane z graniem na poziomie I Ligi. Cały czas chcemy piąć się w górę tabeli i miałem świadomość, że nie mogę w takim momencie zawieść drużyny. Jak oceniam swój występ? Może powinienem popracować trochę nad lepszą grą nogami, chociaż stan murawy też na dużo nie pozwala. Myślę, że nie było najgorzej. Najważniejsze, że zachowałem czyste konto.

Układałeś sobie w głowie scenariusz na to spotkanie? Jak przygotowywałeś się do meczu z Bełchatowem pod względem mentalnym?
Miałem tydzień na przygotowanie się do meczu, więc układałem sobie wszystko powoli w głowie. Konrad dostał czerwoną kartkę i trener musiał wybrać jednego z bramkarzy, aby godnie go zastąpił. Tak się złożyło, że to ja okazałem się drugim wyborem w bramkarskiej hierarchii i myślę, że tę odpowiedzialność udźwignąłem. Byłem gotowy mentalnie. Nie było zarwanych nocy.
W jakim stopniu na grę GKS wpłynęły braki kadrowe? Nieobecność kluczowych zawodników takich jak Bartosz Szeliga, czy Nemanja Nedić była odczuwalna?
Pewnie, że tak. Szkoda, że z wiadomych powodów nie mogli zagrać. To doświadczeni zawodnicy, którzy zawsze wiele wnoszą do drużyny. Każdy z chłopaków, który wszedł na ich pozycje dał jednak jakość i dużo chęci do gry. Myślę, że godnie ich zastąpili.

Przegrana z Sandecją i jedynie remis z GKS Bełchatów. W najbliższym meczu z Resovią przydałyby się już chyba trzy oczka? Reszta drużyn z góry tabeli traci punkty, a my tych potknięć nie wykorzystujemy.
Bardzo potrzebujemy tych trzech punktów, chociaż jak zawsze spodziewamy się ciężkiego meczu. Jak to wiele razy powtarzamy, każdy mecz w tej lidze jest ciężki. Resovia na pewno nie odda punktów bez walki. Musimy piąć się w górę tabeli, ponieważ myślimy o awansie i chcemy zagrać w przyszłym sezonie w Ekstraklasie. Aby to się stało, musimy punktować.
A jakie indywidualne cele wyznaczasz sobie na resztę rundy wiosennej?
Zależy mi na tym, żeby jak najwięcej grać i pokazywać swoją wartość. Chcę udowadniać, że jestem wartościowym elementem zespołu. Chciałbym jak najlepiej prezentować się na boisku i wykorzystywać swoje szanse.















