Niedzielny mecz pozostawił niedosyt. GKS Tychy podzielił się punktami z Górnikiem Łęczna, który wyrównującego gola zdobył w ostatnich minutach gry. Po końcowym gwizdku sędziego swoimi spostrzeżeniami podzielił się z nami jeden z liderów tyskiego zespołu – Damian Kądzior.
Dwukrotnie prowadziliśmy, ale ostatecznie remisujemy z Górnikiem. Jak z twojej perspektywy wyglądało to spotkanie?
Damian Kądzior: Zdecydowanie niedosyt jest odczuwalny. Za dużo tych punktów na początku sezonu nam ucieka. Trudno o konkretną diagnozę. Może w niektórych momentach zabrakło nam koncentracji. Podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków: końcówka, doprowadzamy do wyrównania i zaraz tracimy decydującego gola. Z boiska, zwłaszcza w drugiej połowie, wydawało się, że mamy dużą kontrolę nad tym spotkaniem.
Czerwona kartka mocno wpłynęła na to, jak mecz wyglądał w końcówce.
Trudno odnieść mi się do tej czerwonej kartki. Początkowo nie wiedziałem, o co dokładnie chodzi. Musimy teraz zrobić wszystko, żeby „Oliego” w tym wszystkim wesprzeć. Jest nowy w tym klubie i sądzę, że rozegrał naprawdę solidne zawody. Tak czy inaczej, nie możemy się tą kartką usprawiedliwiać – straciliśmy gola zbyt szybko. Dziś gubimy dwa punkty, choć uważam, że byliśmy zespołem lepszym i zasługiwaliśmy na pełną pulę.
Co konkretnie się po tej kartce zmieniło?
Wiadomo, że gdy gra się w dziesięciu, nie da się stosować wysokiego pressingu. Wcześniej tylko chwilami byliśmy w niskim bloku. Wróciliśmy do gry i przez trzy minuty nie mogliśmy wybić piłki nawet na aut, by przeprowadzić zmiany i wprowadzić na boisko stopera. Jako drużyna, mogliśmy zrobić więcej. Nie można jednak wszystkiego tłumaczyć czerwoną kartką. Widzieliśmy przecież wiele spotkań, w których zespoły grające w osłabieniu potrafiły wygrywać. Niestety, my w newralgicznym momencie straciliśmy bramkę i w konsekwencji dwa punkty.
Jest takie rozczarowanie, że przy stanie 2:1 – mimo kilku dogodnych sytuacji – nie udało się postawić tej kropki nad „i”?
Gdybyśmy poszli za ciosem, pewnie byłoby po meczu. Mieliśmy sporo okazji do zdobycia gola. Porównując do tego meczu z Odrą sprzed tygodnia, było widać dużą różnicę pod kątem stwarzanych sytuacji. Spotkanie kończy się jednak remisem. Piłka jest brutalna i uczy pokory. Mam nadzieję, że ten początek sezonu będzie dla nas czymś takim, co pozwoli wyciągnąć wnioski i zabijać te mecze w końcówkach, gdy mamy korzystny wynik.
Co twoim zdaniem zawiodło przy straconych golach?
Na analizy przyjdzie jeszcze czas. Pierwsza stracona bramka to faza przejściowa. Dobrze zagrana prostopadła piłka i odpowiednie zachowanie strzelca. Na pewno mogliśmy temu zapobiec. Drugi gol padł natomiast po tym, jak zawodnik zszedł do środka i strzelił. Trudno cokolwiek więcej powiedzieć, bo na gorąco jesteśmy zdenerwowani tym, jak ten mecz się zakończył.
Czasu na regenerację nie będzie dużo. Już w czwartek czeka nas kolejna ligowa potyczka. To chyba dobra okazja, by przekuć dzisiejszy niedosyt w komplet punktów?
Zdecydowanie. W piłce fajne jest to, że szansa na kolejne zwycięstwo nadarza się już po kilku dniach. Musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby teraz szybko się zregenerować i w Niepołomicach rozegrać dobre spotkanie.















