W meczu rewanżowym, podobnie z resztą jak w Częstochowie, długo utrzymywał się bezbramkowy remis. Niestety rywale, włączając szósty bieg w ostatnich dziesięciu minutach strzelili trzy gole i przypieczętowali swój awans do trzeciej ligi.
Trzy "setki" w pierwszej połowie
Spotkanie w Tychach rozpoczęło się w bliźniaczy sposób jak pierwszy mecz. Już w 3. minucie przeciwnicy zagrozili bramce tyszan, ale uderzenie Oziębały spod poprzeczki wyjął Czarnogłowski. Chwilę później swoją szansę miał Dzięgielewski, ale bez efektów.
Goście mogli, a nawet powinni objąć prowadzenie w 13. minucie, ale z prezentu tyskiej defensywy nie skorzystał Balboa posyłając piłkę obok bramki.
W 24. minucie zawrzało na boisku, kiedy to jeden z rywali padł na murawę po zderzeniu z Pipią, na całe szczęście dla tyskiego obrońcy skończyło się tylko na żółtej kartce.
Po nieco ponad pół godzinie gry, swoją okazję znów mieli częstochowianie, ale ponownie Czarnogłowski wygrał wojnę nerwów z Oziębałą, broniąc jego strzał nogami.
Od tego momentu zobaczyliśmy swoistą wymianę ciosów. Wpierw Kopczyk ni to strzałem ni to kiksem posłał piłkę w kierunku bramki Mądrzyka, który w ostatniej chwili wyjął ją spod poprzeczki. Chwilę później Niedziałkowski, będąc sam na sam z bramkarzem Tychów, strzelił obok słupka, a tuż przed końcem pierwszej połowy Paluch posłał futbolówkę w pole po dośrodkowaniu Pipi i obie drużyny schodziły na przerwę przy bezbramkowym remisie.
Walczyli ambitnie do samego końca
Po zmianie stron ponownie jako pierwsi zaatakowali piłkarze spod Jasnej Góry. Wpierw Czekaj będąc w naszym polu karnym strzelił obok bramki, a w następnej sytuacji niepilnowany przez nikogo Kucharczyk powielił wyczyn swojego kolegi.
W 63. minucie częstochowianie ponownie sprawdzili umiejętności Czarnogłowskiego, ale i tym razem tyski golkiper nie dał się zaskoczyć ofiarnie broniąc uderzenie Mazurka.
Tyszanie o odważniejszy atak pokusili się dopiero w 75. minucie, a strzał Rutkowskiego sprawił sporo problemów Mądrzyka, który musiał popisać się przy tym uderzeniu efektowną robinsonadą.
Wielu ludzi przed tymi meczami mówiło, że personalnie jesteśmy poza zasięgiem tyszan, ale trzeba pamiętać, że takie spotkania mają zupełnie inny charakter i często wyzwalają dodatkowe pokłady energii. Dzisiaj dużo cierpieliśmy na boisku, ale finalnie skończyło się dla nas bardzo dobrze i musze podkreślić to, że zdecydowanie pomogła nam szeroka kadra dzięki, której wywalczyliśmy upragniony awans - powiedział trener Tomasz Kuźma.
Załatwili sprawę w siedem minut
Nadzieje miejscowych na korzystny wynik zaczęły gasnąć w 83. minucie, kiedy to rywale za sprawą Chłoda objęli prowadzenie. Co prawda cztery minuty później Krężelok przymierzył w słupek, ale później do głosu doszli piłkarze Rakowa strzelając jeszcze dwa gole autorstwa rezerwowego Zielonki.
Wiele siły kosztował nas pierwszy mecz i próbowaliśmy się zregenerować jak tylko się da. Pierwsza połowa wyglądała całkiem dobrze i obiecująco, ale zabrakło trochę jakości. Po zmianie stron mogliśmy się pokusić o strzelenie gola i walkę o korzystny wynik, ale też szczęście nam nie sprzyjało w tych kluczowych momentach. Na pewno nie zasłużyliśmy na tak wysoką porażkę, ale i tak chciałbym pogratulować zespołowi całego sezonu, bo wykonali kawał dobrej roboty, a w kluczowych momentach w lidze grając bez posiłków z pierwszej drużyny udźwignęli ten ciężar i wywalczyli mistrzostwo ligi - podsumował trener Sebastian Idczak.
GKS II Tychy - RKS Raków II Częstochowa 0:3 (0:0)
0:1Chłód (83.)
0:2Zielonka (89.)
0:3Zielonka (90.)
Sędziował: Rafał Rokosz (Katowice)
GKS II Tychy:12. Czarnogłowski – 7. Rutkowski, 19. Kopczyk, 4. Zarębski, 17. Pipia Ż, 9. Dzięgielewski, 34. Krężelok, 11. Ploch, 25. Paluch (62, 14. Borzęcki), 10. Machowski, 31. Orliński (69, 24. Rabiej). TrenerSebastian Idczak.















