Ostatni raz podopieczni trenera Jarosława Zadylaka stracili więcej niż trzy gole 50. kolejek temu. Dzisiaj w Ornotnowicach tyszanie musieli uznać wyższość gospodarzy przegrywając 2:4.
Szybkie trzy ciosy
Miejscowi już w 11. minucie spotkania dali "Trójkolorowym" sygnał ostrzegawczy. Wtedy jednak jeszcze Kowalik wespół z Boczarem nie znaleźli sposobu na Danę. Niestety chwilę później Grzegorz już się nie pomylił i strzałem z głowy wykorzystał centrę z rzutu wolnego.
Po upływie pięciu minut tyszanie dwukrotnie stanęli przed szansą na wyrównanie. Wpierw jednak Kopczyk minimalnie chybił po dośrodkowaniu Pipi, a kilkadziesiąt sekund później strzał Kawki został w ostatniej chwili zablokowany przez miejscowych obrońców.
Niewykorzystane sytuacje szybko zemściły się na drużynie z Tychów. W 21. minucie Kasprzyk wykorzystał podanie Zdrzałka, a w następnej akcji Grzegorz zwieńczył celnym strzałem dośrodkowanie Kasprzyka i mieliśmy 3:0.
Złapali kontakt
Po zmianie stron tyszanie szybko wzięli się za odrabianie strat i już po upływie sześciu minut mieliśmy 3:1. Na listę strzelców wpisał się Pipia, który dobił swoje uderzenie z rzutu karnego podyktowanego za faul na Lewandowski. W 65. minucie było już 3:2, a to za sprawą wprowadzonych po przerwie zmienników GKSu - Ćwika pokonał Parysz finalizując podanie Żelazowskiego.
Pierwsza odsłona w naszym wykonaniu była bardzo dobra, udało nam się zdominować rywali i strzelić trzy gole. Po przerwie uczulałem swoich zawodników żeby byli skoncentrowani, bo Tychy z pewnością będą chciały powalczyć i tak też się stało. Jednak graliśmy do końca i pomimo małej nerwówki odnieśliśmy zasłużone zwycięstwo - powiedział trener gospodarzy Marcin Wroński.
W 71. minucie do głosu doszli ponownie ornotowiczanie, na drodze Boczara stanął jednak Dana broniąc jego uderzenie w ostatniej chwili. Dziesięć minut później tyski golkiper nie miał już nic do powiedzenia i po raz czwarty tego dnia wyciągnął piłkę z sieci, tym razem po strzale Kąkola.
Dosyć szybko straciliśmy dzisiaj trzy bramki i można było powiedzieć, że mecz jest już zamknięty. Ciężko było myśleć o dobrym rezultacie w takich okolicznościach, jednak drużyna wykazała się ambicją i wolą walki, dzięki czemu udało nam się złapać kontakt z rywalem i nawet myśleć o czymś więcej. Niestety rywale strzelili czwartą bramkę tego dnia i było już po wszystkim - tłumaczył drugi trener gości Łukasz Kopczyk.
GKS Gwarek Ornontowice – GKS II Tychy 4:2 (3:0)
1:0 Grzegorz (13. głową)
2:0 Kasprzyk (21. głową)
3:0 Grzegorz (27.)
3:1 Pipia (52.)
3:2 Parysz (65.)
4:2 Kąkol (82.)
Sędziował: Andrzej Majcher (Zabrze)
GKS II Tychy: 22. Dana - 23. Rabiej (46, 6. Parysz Ż), 4. Zarębski, 19. Kopczyk, 17. Pipia, 5. Chwaja (82, 32. Poloczek), 8. Oleksy (74, 30. Wilk), 24. Kawka Ż, 18. Orliński (46, 34. Kacprowski Ż), 11. Parkitny Ż (46, 7. Żelazowski), 9. Lewandowski Ż. Trener Jarosław Zadylak.















