W meczu na szczycie 27. kolejki Zina IV ligi tyszanie nie dali najmniejszych szans głównemu rywalowi do zajęcia fotela lidera i pewnie pokonali Decor Bełk 3:0.
Agresywnie przed przerwą
Od początku wiadomym było, że kluczem do wygrania tego meczu będzie odpowiednia taktyka i jej realizacji. Tyszanie zaskoczyli rywali wysokim i agresywnym kryciem od pierwszego gwizdka sędziego i już w 10. minucie dzięki takiej postawie objęli prowadzenie.
A wszystko zaczęło się od przechwycenia piłki na własnej połowie i prostopadłego zagrania Krężeloka do wychodzącego na czystą pozycję Dzięgielewskiego. Lider klasyfikacji strzelców wziął jeszcze dwóch obrońców na plecy i w sytuacji sam na sam z Kleemannem uderzył po ziemi, lokując piłkę tuż przy słupku.
Ten sam zawodnik mógł ponownie wpisać się na listę strzelców w 23. minucie, ale tym razem piłka po jego uderzeniu z głowy minimalnie minęła poprzeczkę.
Po pół godzinie gry "Trójkolorowi" znów zaskoczyli rywali. Tym razem Paluch przerzucił piłkę w poprzek boiska do niepilnowanego Biegańskiego, a ten schodząc jeszcze do środka pola karnego "zaprosił do tańca" Kleemanna i lobem w same okno podwyższył wynik na 2:0.
Zarówno pierwsza, jak i druga bramka były przedniej urody. Wpierw Dzięgielewski doskonale wyszedł w tempo, a później to co zrobił Biegański, to istny majstersztyk futbolowego rzemiosła - ocenił trafienia swoich podopiecznych trener Sebastian Idczak.
W 40. minucie goście pierwszy raz w tym meczu zagrozili bramce Czarnogłowskiego, ale uderzenie Jakubowskiego z okolicy 22 metra było tyleż mocne, co niecelne.
Spokojniej po zmianie stron
Trzy minuty po wznowieniu gry, Dzięgielewski ponownie mógł pokonać golkipera przyjezdnych, ale w zamieszaniu podbramkowym posłał piłkę obok słupka.
Wicelider z kolei odważniej zaatakował w 62. minucie, ale strzał Groborza pewnie złapał Czarnogłowski.
Na pewno nie tak wyobrażaliśmy sobie to spotkanie. Widzieliśmy, że rywale będą zmobilizowani, a mimo wszystko nie potrafiliśmy się temu przeciwstawić. Zabrakło w tym meczu sytuacji, po których moglibyśmy pokusić się o zdobycie gola, co trochę boli. Trzeba jednak powiedzieć, że wygrał zespół lepszy - podsumował występ swojej drużyny trener Marek Piotrowicz.
Mimo, iż tempo w drugiej części meczu nieco spadło, to na brak emocji nie mogliśmy narzekać. W 70. minucie tyszanie zabawili się w polu karnym gości. Ploch idealnie odegrał do lepiej ustawionego Palucha, a kapitan tyszan wiedział już co zrobić i bez najmniejszych problemów podwyższył na 3:0.
W 79. minucie mogliśmy zobaczyć jeszcze jedno trafienie, ale Kopczyk uderzeniem z pierwszej piłki zza 16 metra ostemplował tylko poprzeczkę, a szkoda, bo taki gol byłby ozdobą całego meczu.
Tym samym lider zanotował kolejną wygraną, powiększając przewagę nad wiceliderem do ośmiu "oczek".
Nie przejmuje się tym, że za dużych fajerwerków w tym meczu nie było. Przed spotkaniem założyliśmy sobie, że będziemy grać agresywnie, narzucając swój styl gry i to nam się w pełni udało. Wygrana w tym meczu była dla nas bardzo ważna, a dzięki zwycięstwu 3:0 wyrównaliśmy bilans bezpośrednich meczów, co może mieć kolosalne znaczenie na koniec sezonu. Fajnie, że nie daliśmy rywalom żadnych argumentów - podsumował trener GKS II Tychy.
GKS II Tychy – KS Decor Bełk 3:0 (2:0)
1:0 Dzięgielewski (10.)
2:0 Biegański (31.)
3:0 Paluch (70.)
Sędziował:Rafał Rokosz (Siemianowice Śląskie)
GKS II Tychy:1. Czarnogłowski – 7. Rutkowski, 19. Kopczyk, 4. Zarębski, 17. Pipia Ż, 11. Ploch, 34. Krężelok, 8. Biegański (78, 14. Borzęcki), 23, Machowski (89, 18. Orliński), 25. Paluch, 9. Dzięgielewski (83, 24. Rabiej). TrenerSebastian Idczak.















