Ile razy trenerzy muszą zobaczyć mecz na wideo? Ile godzin w tygodniu poświęcają na analizę? Dla którego z nich czytanie gry było oczkiem w głowie oraz dlaczego Konrad Jałocha obronił rzut karny przeciwko Radomiakowi Radom? Sztab szkoleniowy GKS Tychy opowiada o tym, jak istotną rolę we współczesnej piłce odgrywa analiza i jakich narzędzi używają do rozpracowania przeciwników.
.jpg)
Kiedy stadion jest już pusty i emocje po ostatnim gwizdku opadły, oni po raz pierwszy oglądają go na laptopie. W pokoju trenerów trwa właśnie wstępna analiza meczu.
- Natychmiast po spotkaniu oglądamy pojedyncze sytuacje. Zupełnie inaczej oceniamy mecz z płyty boiska niż później z materiału wideo – mówi Tomasz Wolak, asystent trenera GKS Tychy.
Drugim etapem jest szczegółowe oglądanie całego spotkania. Często trwa to około czterech godzin. Tu role są dokładnie podzielone. Analizą gry naszych piłkarzy zajmuje się osobiście Ryszard Tarasiewicz.
- Muszę wybrać najważniejsze akcje i pokazać elementy zarówno dobre jak i złe. Obraz nigdy nie kłamie. W trakcie zajęć korygujemy ewentualne błędy i doskonalimy umiejętności techniczne. Oczywiście analizujemy stałe fragmenty gry i kluczowe akcje, ale pokazujemy również jak obrońca wprowadzą piłkę, bo są to elementy w których trzeba się pokazać do gry- opisuje Ryszard Tarasiewicz, trener GKS Tychy.
.jpg)
Kiedy już pierwszy trener zobaczy całe spotkanie i wybierze najważniejsze momenty, do gry wkraczają asystenci. Tomasz Wolak i Tomasz Horwat przygotowują materiał wideo z akcjami, które wcześniej przekazał im Ryszard Tarasiewicz.
– Materiał wideo trwa około 20 minut. Analizujemy danę akcję klatkę po klatce. Nic nie może nam umknąć. Montaż materiału trwa około 1-2 godzin. Następnie spotykamy się z całą drużyną i wraz komentarzem prezentujemy im najważniejsze elementy. Trwa to od 1-2 godzin - opisuje Tomasz Horwat, asystent trenera.
Sztab szkoleniowy głównie skupia się na grze własnego zespołu, ale nie zapomina również o rywalach. Ich analizą zajmują się asystenci trenera.
– Analizujemy głównie stałe fragmenty gry przeciwnika. Obowiązkowo oglądamy je we wszystkich spotkaniach danego sezonu, a nawet sięgamy do pojedynków z poprzednich lat. Oczywiście oglądamy również całe spotkania. Musimy ograniczyć do minimum element zaskoczenia. Trener też obserwuje rywali i później możemy wymienić się spostrzeżeniami - zaznacza Tomasz Horwat, asystent trenera.
Bardzo pomocne okazują się również nowoczesne narzędzia. W analizie rywali pomagają liczby. Platforma InStat, to świetna baza danych w której można znaleźć statystki każdego zawodnika, ale nie tylko.
– InStat przygotowuje nam m.in. pojedyncze stałe fragmenty gry, zarówno w ofensywie jak i defensywie. Jest tam już wszystko powycinane i nie musimy ponownie oglądać całego meczu rywala- opisuje Tomasz Wolak, asystent trenera.
Głównym źródłem do analizy jest jednak obraz z kamery. Wystarczy tak naprawdę jedna, bo zapis z transmisji w telewizji, trenerom wbrew pozorom nie ułatwia życia.
- Zdecydowanie lepiej jest oglądać mecz z jednej, ogólnej kamery. Nie interesuje nasz miejsce gdzie jest piłka. My przede wszystkim skupiamy się na ustawieniu poszczególnych formacji. Bardziej obrazowo jest pokazać zawodnikom całe boisko- podkreśla Tomasz Wolak, asystent trenera.
W odprawie bierze udział również bramkarz, ale on dodatkowo ma jeszcze swoją analizę. W spotkaniu z Radomiakiem Radom przyczyniła się ona do obrony rzutu karnego.
- Bardzo szczegółowo analizujemy jak zawodnik drużyny przeciwnej wykonuje rzut karny. To jest zawsze loteria, ale staramy się przeciągnąć to prawdopodobieństwo na naszą korzyść. Analizujemy ewentualnych wykonawców jedenastki, a następnie określamy, gdzie możemy spodziewać się uderzenia. W dużej mierze procentowo udaje nam się wskazać w którą część bramki wykonawca będzie strzelał- podkreśla Tomasz Rogala, trener bramkarzy GKS Tychy.
W Tychach trenerzy przekazują zawodnikom najważniejsze informacje. Ma być krótko, ale merytorycznie. Każdy trener ma jednak swoją filozofię, o czym sam przekonał się Tomasz Wolak.
- Pamiętam kiedy trenerem był Kamil Kiereś. Analizowaliśmy całą drużyną rywala i każdego zawodnika oddzielnie. Każdy z nas miał pięciu piłkarzy przeciwnika. Wtedy nie mieliśmy jeszcze programu InStat, więc każdego z nich musieliśmy oglądać w minimum trzech spotkaniach. Wycinaliśmy praktycznie jego wszystkie kontakty z piłką i bez. To była praca na którą musieliśmy poświęcić kilka dni. Okazało się, że wyszło nam to na dobre, bo świetnie wykonaliśmy pracę i cieszyliśmy się z awansu. Na pewno nie była to jednak łatwa praca – wspomina asystent trenera.
Nie można od niej uciec nawet przed telewizorem podczas spotkań Ligi Mistrzów czy reprezentacji Polski. Jak podkreślają zgodnie trenerzy- trudno oglądać mecz okiem kibica. Analizę mają już po prostu w DNA.















