OFICJALNA STRONA KLUBU PIŁKARSKIEGO GKS TYCHY
BETCLIC 1 LIGA

Jakub Tecław: Jestem trochę inny niż stereotypowy piłkarz

2025-05-27
Dawid Dreszer, Krzysztof Trzosek
Łukasz Sobala

Jest jednym z trzech zawodników GKS-u, którzy w tym roku nie opuścili ani minuty. Stanowi o sile naszej defensywy, a dziś przedłużył swój kontrakt. W pierwszej rozmowie po złożeniu podpisu Jakub Tecław opowiada o kulisach podjętej decyzji czy realizowanym kursie barberskim.

Jakie czynniki zadecydowały o tym, że zostajesz w Tychach na kolejne sezony?

Jakub Tecław: Poza czynnikami pobocznymi, takimi jak miasto, infrastruktura klubu czy możliwości rozwoju indywidualnego, na pewno zadecydował ten progres, jaki w ostatnich miesiącach wykonaliśmy z drużyną. Bardzo to odczułem. Widzę, że to wszystko zmierza w dobrym kierunku i owocem tego jest podpisanie przeze mnie nowego kontraktu.

Jesteś jedynym zawodnikiem – obok Marcela Łubika i Marko Dijakovicia – który na wiosnę rozegrał komplet minut. Jak to wpływa na twoją pewność siebie?

Miniony sezon miał swoje fazy. Z czasem ta pozycja się ustabilizowała, a ciężka praca została doceniona – te rozegrane minuty na wiosnę są tylko tego rezultatem. Najważniejsze dla mnie jest jednak to, że jestem zdrowy, mogę codziennie pomagać drużynie na boisku oraz się rozwijać. Myślę, że z każdym kolejnym meczem ta pewność siebie w szatni wchodziła na coraz wyższy poziom, a to budowało nasze wyniki.

Twoi koledzy z szatni powtarzają, że w klubowej szatni zachowujesz największy porządek, jednocześnie jesteś bardzo spokojny i ułożony. Trochę chyba kłóci się to z takim stereotypem piłkarza. Jak do tego podchodzisz?

Myślę, że jestem trochę inny niż stereotypowy piłkarz – nie zmienię tego. Wychodzę z założenia, że jak sobie pościele, tak się wyśpię. Jeśli będę poukładany poza boiskiem, to będzie się to przekładało na moje zachowania w meczach. Nie robię tego na siłę, taki już jestem. Czuję się z tym bardzo dobrze.

Jak ta zmiana ustawienia na trójkę w obronie wpłynęła na twoją dyspozycję? Czujesz, że na przestrzeni ostatnich miesięcy zaliczyłeś duży progres?

Zdecydowanie. Wcześniej grałem w trzyosobowym bloku defensywnym – na półprawym lub półlewym stoperze – uważam jednak, że na tym środkowym mogę najbardziej uwypuklić swoje mocne strony. Tam czuję się najlepiej i najpewniej.

Wcześniej – między innymi w Stomilu Olsztyn – grałeś w środku pola. Na początku kariery nawet w ataku. Od kilku sezonów jesteś natomiast pełnoprawnym stoperem. Jak wyglądała ta historia z przesunięciem cię bliżej własnej bramki?

Wiadomo, za dzieciaka każdy chciał być napastnikiem i strzelać bramki. Podczas przygody z piłką kształtujemy jednak pewien profil zawodnika. Dorastamy, zmienia się budowa ciała. Ja akurat byłem stopniowo przesuwany coraz niżej, zdarzyło mi się nawet zagrać na bramce, u innych ta droga jest odwrotna. Gdybym miał teraz powiedzieć, czy ustawienie mnie w obronie było trafne, patrząc na moje atuty, powiedziałbym, że tak.

Na pierwszoligowych boiskach rozegrałeś już ponad sto spotkań. Wiem, że to trudno stwierdzić, ale myślisz, że poradziłbyś sobie w ekstraklasie?

To fajna liczba, z której jestem bardzo dumny. Liczę jednak na więcej, bo apetyt rośnie w miarę jedzenia. Grając przez kilka lat w tej lidze i poznając ją od podstaw, mogę powiedzieć, że w jakimś stopniu jestem zawodnikiem doświadczonym. Znam pierwszoligowe realia. Czy poradziłbym sobie w ekstraklasie? Bezpośrednio nie odpowiem na to pytanie, bo tego nie wiem. Często słyszę jednak od innych, że bym sobie poradził. Mam nadzieję, że wkrótce z GKS-em będziemy mogli się o tym przekonać.

A pamiętasz swój pierwszy dzień w GKS-ie Tychy? Opowiedz o nim.

Pierwszy dzień wyglądał tak, że Patryk Mikita odebrał mnie spod hotelu i wspólnie przyjechaliśmy do klubu. Wprowadził mnie do szatni oraz ze wszystkimi zapoznał. Ułatwił mi to powitanie, za co jestem bardzo wdzięczny. Później załatwiałem już sprawy czystopiłkarskie – odebrałem sprzęt od kierownika i inne rzeczy. Na koniec był oczywiście trening.

Z Patrykiem żegnaliśmy się przed rokiem, natomiast kilka dni temu swój ostatni mecz w GKS-ie rozegrali Bartosz Śpiączka, Wiktor Żytek czy Dominik Połap. Jak wyglądało to pożegnanie od kulis?

Jadąc na to ostatnie spotkanie, uświadomiłem sobie, że są to ostatnie wspólne chwile z chłopakami, z którymi zbudowałem fajne relacje. Mam nadzieję, że przetrwają one jak najdłużej. Smutne było to pożegnanie, trudno się na nie patrzyło. Taka jest jednak piłka – sporo rzeczy się zmienia. Chłopakom życzę powodzenia, niech dalej się rozwijają. Na pewno nadal będziemy utrzymywać kontakt i spotykać na boisku.

Ogłosiliśmy cię jako najlepszego piłkarskiego barbera. Skąd taka zajawka?


W czasach licealnych mieszkałem w bursie. Różne pomysły przychodziły mi wtedy do głowy. Jednym z nich było obcięcie kolegi. Od tego się zaczęło, bo ta fryzura wyszła całkiem nieźle. Później trochę od tego odszedłem, natomiast w GKS-ie zajawka wróciła. Kuba Bieroński poprosił mnie raz, czy bym go nie obciął – zgodziłem się. W Tychach nabyłem różne znajomości, dzięki czemu udało mi się rozpocząć kurs na barbera. Utwierdziłem się w tym, że w przyszłości, już po zakończeniu przygody z piłką, może być to coś dla mnie.

Za czyje fryzury w drużynie odpowiadasz?

Na początku był to tylko Kuba Bieroński. Później, gdy pozostali chłopacy zobaczyli, że rozwijam się w tym kierunku, zaczęli do mnie przychodzić w tej sprawie. Obcinałem już między innymi Kacpra Kołotyłę, Jakuba Budnickiego, Marcela Błachewicza czy Natana Dzięgielewskiego. Miałem także praktyki w salonie, na których byli między innymi Marcel Łubik i masażysta Kamil Drabik. Trochę tych fryzur już wykonałem.

Twoją pasją jest również boks.

 Tak, mam tutaj już kilkuletni staż. Jest to dla mnie taka odskocznia od piłki, ale jednocześnie też praca nad poprawą budowy swojego ciała – właśnie dla piłki. Wszystko to płynnie się łączy i pomaga mi w rozwoju. Jeśli chodzi o inne zainteresowania, to ostatnio z Kubą Bierońskim często chodzimy na padla. Uprawiam też strzelectwo. Te zajawki cały czas się pojawiają.

Jakie masz plany na te krótkie wakacje? Nie możesz się już pewnie doczekać rozpoczęcia kolejnego sezonu.

 Ten miniony sezon zdecydowanie napawa optymizmem. Jest takie wyczekiwanie na kolejny, bo wiemy, że możemy zrobić dla GKS-u coś dobrego – mam oczywiście na myśli awans. Teraz trzeba jednak zresetować głowy po wymagającym sezonie. Planuję pojechać do Iławy, gdzie mieszka moja rodzina i przyjaciele. Z nimi będę spędzał wolny czas. Jakichś większych planów wyjazdowych nie mam.

Udostępnij materiał: