OFICJALNA STRONA KLUBU PIŁKARSKIEGO GKS TYCHY
BETCLIC 1 LIGA

Maksymilian Stangret: Nasza praca będzie procentować [WYWIAD]

2025-07-20
Dawid Dreszer
Łukasz Sobala

Na ten moment czekał od miesięcy. We wczorajszym spotkaniu Maksymilian Stangret efektownie ograł obrońców rywali i strzelił swojego pierwszego, upragnionego gola na zapleczu ekstraklasy. Jak sam przyznaje, trafienie to dużo dla niego znaczy. Młody napastnik liczy również na kolejne udane występy w barwach GKS-u Tychy.

Nowy sezon zainaugurowaliśmy w najlepszy możliwy sposób – od zwycięstwa nad finalistą ostatnich baraży.

Myślę, że to był naprawdę przyjemny mecz do oglądania. Dla nas oczywiście najważniejsze jest to, że zgarnęliśmy komplet punktów. Trochę za łatwo traciliśmy gole. Zbyt szybko działo się to po naszych strzelonych. To taki element do poprawy, żeby bardziej to wszystko kontrolować. Mamy jednak powody do radości.

Mimo że tych zmian kadrowych w trakcie letniej przerwy było sporo, udało wam się dziś pokazać z bardzo dobrej strony.

Te zmiany w naszym zespole rzeczywiście były. Bardzo dobrze przepracowaliśmy jednak okres przygotowawczy. Mieliśmy czas na to, żeby się zgrać. Na pewno nie jest to jeszcze maksimum naszych możliwości, ale jestem przekonany, że z meczu na mecz będzie to wyglądało coraz lepiej. Wspólna praca będzie procentować. Już dziś potrafiliśmy podnieść się po każdym straconym golu. Pokazaliśmy, że – jako drużyna – jesteśmy jednością.

No właśnie, w drugiej połowie trzykrotnie wracaliście na prowadzenie. To duży test charakteru?

Nigdy nie jest łatwo, gdy strzelasz gola i po chwili dostajesz odpowiedź. Trzeba sobie powiedzieć, że nie możemy dopuszczać do takich sytuacji. Jestem jednak dumny z drużyny, że daliśmy radę i po każdej straconej bramce ponownie szliśmy po swoje. To jest właśnie nasza mentalność.

Indywidualnie dla ciebie ta inauguracja również była udana. Strzeliłeś swojego pierwszego gola w GKS-ie Tychy – i to jakiego!

Na pewno zeszło ze mnie trochę ciśnienie. Przez cały ten okres, gdy tych bramek nie było, starałem się kontrolować emocje i nie nakręcać się negatywnie. Wiadomo jednak, że zawsze gdzieś z tyłu głowy to siedzi. Najważniejsze jest to, że udało się w końcu strzelić. To bardziej był taki instynkt niż coś zaplanowanego, ale i tak ten gol niezmiernie cieszy.

Udostępnij materiał: