OFICJALNA STRONA KLUBU PIŁKARSKIEGO GKS TYCHY
BETCLIC 1 LIGA

Marcin Szpakowski: Wróciłem pozytywnie nakręcony [WYWIAD]

2025-06-26
Dawid Dreszer
Łukasz Sobala

Ostatnie ligowe spotkanie rozegrał w marcu. Niedługo później doznał kontuzji, która wykluczyła go z rywalizacji do końca sezonu. Marcin Szpakowski wrócił jednak w pełni zmotywowany i przyznaje, że brakowało mu treningów z całym zespołem. 

Dawid Dreszer: Wróciłeś już do treningów z zespołem. Powiedz mi, ten okres rekonwalescencji mocno ci się dłużył?

Marcin Szpakowski: Trochę tak. Wiadomo, że jak nie grasz, tylko oglądasz poczynania chłopaków z trybun, to zawsze się to dłuży. Indywidualne treningi, nie bierzesz udziału w zajęciach z całym zespołem – naturalnie ten czas biegnie wolniej.

Twoim ostatnim meczem był ten w Niecieczy. Mam wrażenie, że ta kontuzja pojawiła się w momencie, kiedy zaczynałeś się rozkręcać i byłeś mocno chwalony.

Czułem, że z biegiem rundy rozkręcam się zarówno ja, jak i cała drużyna. Ale prawda jest taka, że nigdy nie ma dobrego czasu na kontuzję i przerwę w grze. Cóż, przyszła w takim, a nie innym momencie.

Domyślam się, że początek był bardzo trudny. Jak radziłeś sobie z negatywnymi myślami?

Najgorszy był dzień, w którym pojawiła się diagnoza, że jest to rzeczywiście złamanie kości strzałkowej. Była lekka złość, ale trwało to może do końca tego dnia. Potem musiałem zmienić myślenie i nastawić się na to, żeby jak najszybciej wrócić na boisko. Taki od początku był mój cel.

Tego czasu wolnego było więcej niż zwykle?

Powiedziałbym, że wręcz przeciwnie. Tego czasu było mniej, bo doszły różne zabiegi na tę kontuzjowaną nogę. Miałem odpowiedni sprzęt w domu i musiałem cały czas ją bodźcować. To było kluczowe, żeby możliwie jak najszybciej doprowadzić nogę do pełnej sprawności.

To była jedna z najpoważniejszych kontuzji w twojej karierze. Czy ten okres zmienił coś w sposobie twojego myślenia i czegoś cię nauczył?

Rzeczywiście jedna z poważniejszych kontuzji, bo nigdy wcześniej nie miałem złamanej żadnej kości. Nauczyło mnie to, żeby doceniać swoje zdrowie i cieszyć się każdym dniem, kiedy mogę trenować z drużyną. Doceniłem to w momencie, kiedy musiałem trenować indywidualnie. Brakowało mi zajęć na boisku z całym zespołem.

Rehabilitacja to żmudny proces. Co było dla ciebie największą trudnością – ból, monotonia, a może brak tego kontaktu z boiskiem i drużyną, o którym wspomniałeś?

Pozytyw był taki, że miałem kontakt z drużyną w szatni. Nawet gdy trenowałem indywidualnie, to gdzieś tam mijałem się z chłopakami. Zawsze mogliśmy porozmawiać. Największą trudnością najpierw był ten brak kontaktu z boiskiem, a później, kiedy miałem już na to boisko powoli wracać, taki ciągły ból i dyskomfort. To był duży problem. Wiedziałem, że jeśli się go pozbędę, będę miał już czystą głowę i wrócę do trenowania na pełnym luzie.

Za nami krótkie urlopy. Jak spędziłeś swój?

Trwał lekko ponad dwa tygodnie. Postanowiliśmy z dziewczyną wybrać się na egzotyczne wakacje.

A musiałeś dodatkowo pracować nad swoją formą fizyczną? Wszyscy w klubie dostali rozpiski, a ty jednak od połowy marca nie grałeś w piłkę.

Te rozpiski były zindywidualizowane, mieliśmy dostosowane różne prędkości i liczbę serii. Ale to nie było też tak, że pojechałem na urlop kompletnie nieprzygotowany fizycznie. Już pod koniec sezonu trenowałem indywidualnie – i nie były to treningi łatwe. Podczas urlopu było kilka dni wolnego, a potem realizowaliśmy już rozpiski. Do klubu wróciliśmy dobrze rozkręceni.

Wspominałeś kilka dni temu, że te rozpiski były bardzo wymagające.

Muszę powiedzieć, że były bardzo solidne, ale to dobrze. Traktuję to jako jasny sygnał, w jakim kierunku chcemy podążać. Że chcemy nadal biegać i grać intensywnie. Tak wymagających rozpisek wcześniej nigdy chyba nie miałem. Oczywiście, bywały mocne, ale tegoroczne się jednak pod tym względem znacznie wyróżniały.

Czujesz się już w pełni gotowy do gry?

Tak. Obóz przygotowawczy i sparingi dobrze przygotują nas do trudów sezonu. Zamierzam wrócić do swojego rytmu i gry przez dziewięćdziesiąt minut.

Ostatni okres przygotowawczy z trenerem Skowronkiem przyniósł owoce w postaci rewelacyjnej rundy wiosennej. Twoim zdaniem letnie przygotowania również mogą okazać się kluczowe?

Oczywiście. Jeżeli drużyna dobrze przepracuje okres przygotowawczy, łatwiej jest jej później wejść już bezpośrednio w ligową rywalizację, ponieważ każdy czuje się lepiej fizycznie. A jeśli czujesz się dobrze fizycznie, to masz taki luz w graniu i niektórymi rzeczami zwyczajnie się nie przejmujesz.

Stawiasz sobie jakieś cele indywidualne na nadchodzący sezon? Bo drużynowe raczej są oczywiste.

Tak, na pewno jakieś cele sobie postawię, ale myślę, że zrobię to dopiero po kilku rozegranych sparingach. Na razie jest jeszcze za wcześnie. Cały czas współpracuję ze swoją panią psycholog i będę chciał to z nią omówić.

Co czujesz w związku ze swoim powrotem na boisko?

Dużą radość, bo trenujemy po to, żeby grać. Nie mogę się już doczekać kolejnych sparingów, a tym bardziej spotkań ligowych.

Rywalizacja w środku pola się zwiększyła.

To może przynieść drużynie same korzyści. Uważam, że każdego z nas ta rywalizacja będzie napędzała do jeszcze cięższej pracy i dalszego rozwoju.

Udostępnij materiał: