OFICJALNA STRONA KLUBU PIŁKARSKIEGO GKS TYCHY
BETCLIC 1 LIGA

Nemanja Nedić: Słowo droższe od pieniędzy

2025-01-13
Krzysztof Trzosek
Łukasz Sobala

Kiedy przychodził do Tychów był jedynym obcokrajowcem w szatni. Bardzo szybko nauczył się języka polskiego i stał się prawdziwym liderem na boisku. Teraz jest kapitanem i może być wzorem do naśladowania. W rozmowie z Krzysztofem Trzoskiem opowiedział m.in. o tym dlaczego odrzucił oferty z ekstraklasy, jakie wartości wyznaje i co zmieniło się w jego życiu przez ostatnie cztery i pół roku. Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Nemanją Nedićiem.

W lipcu 2020 roku po raz pierwszy rozmawialiśmy zaraz po podpisaniu kontraktu. Jak wtedy wyobrażałeś sobie kolejne sezony w Tychach i czy spodziewałeś się, że spotkamy się tutaj ponownie po ponad czterech latach?

Na pewno nie spodziewałem się, że potoczy to się w taki sposób. Bez wątpienia chciałem zostać tutaj na dłużej. Cały klub i pierwszy mecz zrobiły na mnie duże wrażenie. Kibice, stadion i cała atmosfera sprawiły, że od początku czułem się tutaj bardzo dobrze. Nigdy nie spodziewałbym się, że jako obcokrajowiec zostanę kapitanem. To dla mnie zaszczyt, duma i przyjemność. Ja mam we krwi, że lubię walczyć i myślę, że kibice również to dostrzegli. Nie zakładałem jednak, że spędzę tutaj tak dużo czasu, ale na pewno bardzo się z tego powodu cieszę.

Przyjeżdżając do Polski miałeś 25 lat. Czy nasz kraj w jakiś sposób Cię zmienił, ukształtował jeszcze bardziej jako człowieka?

Zdecydowanie tak. Przez ponad cztery lata wiele rzeczy się wydarzyło, zarówno dobrych jak i bardzo złych. Te wszystkie doświadczenia na pewno mnie zmieniły. Bez wątpienia jestem innym człowiekiem niż jak przechodziłem do Tychów.

Jak bardzo zmieniły Cię narodziny dziecka?

Narodziny dziecka bardzo zmieniają mężczyznę. Można powiedzieć, że wydoroślałem. Cieszyłem się, że drugie dziecko urodziło się w Tychach. Od razu miałem możliwość, żeby być w jego pierwszych chwilach życia. Tu mogę właśnie porównać piękne i trudne momenty. Pierwsze dziecko urodziło się w Czarnogórze i nie mogłem z nim być. Tego się już nie da nadrobić. Przez okres covidowy nie mogłem go zobaczyć i dopiero po trzech miesiącach miałem go raz pierwszy na rękach. Jeszcze kilka dni wcześniej wydarzyła się najgorsza rzecz w moim życiu. Śmieć mojego ojca była bardzo trudna….To są właśnie te najgorsze momenty, ale są też piękne jak narodziny drugiego dziecka i możliwość bycia cały czas razem. Byliśmy w czwórkę razem w Tychach i to było naprawdę cudownym uczuciem.

Trudno było przekonać żonę do przyjazdu?

Nie, dlatego, że od początku mieliśmy taki plan. Po podpisaniu kontraktu żona zaszła w ciążę i stwierdziliśmy, że lepiej będzie, jeśli urodzi w Czarnogórze. Nie znała języka, kultury i na pewno nie czułaby się komfortowo. Dlatego właśnie początek w Tychach był trudny pod tym względem, ale potem byliśmy już razem. Rodzina musi się trzymać razem.

Jakie miałeś wyobrażenia o Polsce i Tychach przed przyjazdem i co najbardziej zaskoczyło Cię, szczególnie na początku?

Nie spodziewałem się, że warunki piłkarskie w pierwszej lidze są tak dobre. Wiedziałem, że w Tychach tak jest, ale tak naprawdę 80% zespołów może pochwalić się ładnymi obiektami. Ogólnie w Polsce zaskoczyło mnie tak mocne obchodzenie Halloween. Wiem, że Wasz kraj jest bardzo religijny i byłem trochę zdziwiony, że tak wiele osób było przebranych w szkołach, przedszkolach czy w innych miejscach.

Czy zawodnikowi zza granicy ciężko jest przystosować się do życia w Polsce i jakie główne różnice kulturowe dostrzegasz w porównaniu z Czarnogórą?

Zauważyłem, że ludzie w Polsce głównie skupiają się na swoim otoczeniu. Większość trzyma się we własnym gronie. Tutaj patrząc na ulice wiele osób ma słuchawki na uszach i nie zwracają aż tak bardzo uwagi na innych. W Czarnogórze często ludzie się nie znają, a mimo to podchodzą do siebie na ulicy i rozmawiają czy żartują. To jest chyba ta delikatna różnica, bo w Polsce raczej z obcymi rzadko się rozmawia. Muszę jednak powiedzieć, że mi osobiście ludzie bardzo pomogli, szczególnie tutaj w klubie. Dzięki nim załatwiłem wszystkie sprawy w urzędach, banku i innych instytucjach. Za to jestem im bardzo wdzięczny. Wtedy też byłem jedynym obcokrajowcem w szatni, dlatego szybko chciałem się nauczyć języka. Było ciężko, ale obiecałem sobie, że się nauczę i teraz w miarę płynnie mogę już rozmawiać.

Jesteś człowiekiem bardzo rodzinnym i otwartym. Czy właśnie tęsknota za bliskimi była najtrudniejsza po zmianie klubu?

Tu właśnie mogę przytoczyć kolejną różnicę. W Polsce często rodzina, to głównie żona, mąż, dziecko i ewentualnie jeszcze dziadkowie. W Czarnogórze jesteśmy bardzo mocno zżyci z wujkami czy kuzynami. Ja mam naprawdę wielką rodziną, bo są jeszcze bracia. W Czarnogórze wstajemy np. o 7 rano i 7:30 z całą rodziną pijemy kawę na mieście. U nas tak to wygląda praktycznie codziennie. Czasami nawet jak przychodzisz do kawiarni, to widzisz, że siedzi pięć osób za stolikiem i oni Cię zapraszają, bo chcą z Tobą porozmawiać. W Polsce zauważyłem, że ludzie umawiają się na obiad z kilkudniowym wyprzedzeniem, a u nas jest spontanicznie. W Polsce jak zapraszam kogoś na kawę, tu musimy wcześniej to ustalić, a w Czarnogórze jest pytanie i kilka minut później siedzimy już za stolikiem. U nas nawet jak mamy przerwę w pracy, to od razu wychodzimy na kawę i się spotykamy.

Tychy zmieniły Cię nie tylko jako człowieka, ale i zawodnika. Jak bardzo piłkarsko ukształtowała Cię nasza liga?

Taki okres w piłce zmienia bardzo dużo. Tak naprawdę nie powiem Ci, że lepiej gram np. nogami czy głową, bo ciężko mi to stwierdzić. Myślę, że mogą o tym powiedzieć głównie trenerzy. Na pewno piłkarsko jestem mądrzejszym zawodnikiem, bo przez ponad cztery lata gry w Tychach zdobyłem niebagatelne doświadczenie. Czuję, że te wszystkie dobre i złe piłkarskie chwile ukształtowały mnie jeszcze bardziej. Potrzebowałem trochę czasu na początku, żeby się przystosować do ligi, bo na początku na pewno tego nie czułem. Teraz jestem w stanie więcej przewidzieć i zareagować.

Jak drużynowo ocenisz cztery i pół roku?

Byliśmy dwukrotnie blisko awansu Raz zabrakło dwóch punktów do bezpośredniego awansu, a później kilku oczek do baraży. Pamiętam też, ze raz musieliśmy już bronić się przed spadkiem. W tym sezonie sytuacja znowu była ciężka. Źle zaczęliśmy sezon i nie tak wyobrażaliśmy sobie start rozgrywek. Najważniejsze to trzymać się teraz razem i wiem, że ten trudny moment nas zbuduje i w końcu wyszliśmy z tego kryzysu. Pod koniec roku punktowaliśmy już zdecydowanie lepiej i wierzę, że będziemy to kontynuować w rundzie wiosennej.

Wiem, że kilkukrotnie mogłeś już odejść z klubu. Raz miała miejsce sytuacja, która w piłkarskim świecie zdarza się bardzo rzadko. Dostałeś świetną propozycję, ale jednak ją odrzuciłeś. Dlaczego?

Kilkukrotnie miałem propozycje z ekstraklasy i zza granicy. Za pierwszym razem w grę wchodziła klauzula, ale ja też nie chciałem wtedy odchodzić. Kolejny raz znowu otrzymałem ofertę. Powiedziałem jednak, że najpierw porozmawiam z GKS Tychy. Umówiliśmy się, że zostaję w klubie, ale nie podpisałem jeszcze kontraktu. Mieliśmy tylko słowną umowę. Kilka dni później dostałem ofertę z tego innego klubu. Naprawdę kontrakt na bardzo dobrych warunkach i oferta finansowa na pewno bardziej korzystna. Ostatecznie ją odrzuciłem, bo jestem tak wychowany, że wypowiedziane słowo jest więcej warte niż podpis na papierze. Dałem słowo w Tychach i zostałem w GKS. Nie ukrywam, że pieniądze były większe, ale nie o to w życiu chodzi. Dla mnie liczą się moje wartości i to jak zostałem wychowany.

Myślę, że autentycznością i walecznością zdobyłeś uznanie w oczach kibiców. Czy zastanawiałeś się już, czy po zakończeniu kariery zostaniesz w Polsce czy jednak wrócisz do swojej ojczyzny?

Na pewno chciałbym kiedyś wrócić do swojego kraju. Mam taki plan jak zakończę karierę. Jestem bardzo nostalgiczny do miasta i ludzi, których tam zostawiłem. Chciałbym, żeby moje dzieci się tam dalej wychowywały. Nawet jak już nie będę w Polsce, to zawsze będą wracał myślami do Tychów. Część mojego serca pozostanie tutaj na zawsze. Na pewno nigdy o tym miejscu nie zapomnę. Życzę sobie, żebym był tutaj jak najdłużej. Polska i Tychy to jest moje życie. Ja nawet mówię w Czarnogórze, że GKS, to mój klub i czuje się, jakbym był jego wychowankiem. Kocham klub i miasto. Nawet jak już zamieszkam na stałe w Czarnogórze, to będą Was odwiedzał i sprawdzał, co dzieję się w moim drugim domu, jakim stały się Tychy.

Udostępnij materiał: