W swoim ostatnim meczu tej jesieni na własnym terenie podopieczni trenera Jarosława Zadylaka musieli uznać wyższość ekipy z Ustronia. Choć do przerwy tyszanie prowadzili 1:0, to ostatecznie przegrali 1:3.
Miłe złego początki
Już w 2. minucie spotkania tyszanie mogli otworzyć wynik meczu, ale Dzięgielewski będąc w polu karnym rywali uderzył na wiwat. Dziesięć minut później to z kolei goście mogli dwukrotnie zdobyć bramkę, ale wpierw uderzenie Iskrzyckiego tyscy defensorzy zblokowali na rzut rożny, a chwilę później Wigezzi nie dał rady pokonać Dany.

Niespełna po pół godzinie gry Michał Paluch otrzymał prostopadłe podanie i w sytuacji sam na sam z bramkarzem Kuźni posłał piłkę w dalsze "okienko" dając tym samym prowadzenie miejscowym 1:0.
Po utracie gola mocno nami zachwiało i przez długi czas nie potrafiliśmy się otrząsnąć oddając rywalom pole - tłumaczył trener gości Mateusz Żebrowski.
W 32. minucie meczu powinien być rzut karny, jednak sędzia nie dopatrzył się przewinienia na Paluchu nakazując grać dalej. Kilka minut później fatalny błąd w defensywie popełnili tyszanie. Do piłki dopadli goście, ale dwukrotnie nie dali rady Danie i tylko dzięki znakomitej postawie naszego golkipera zawdzięczaliśmy czyste konto.

Na kilkadziesiąt sekund przed końcem pierwszej połowy przed szansą stanął Dzięgielewski. Jednak podobnie jak to miało miejsce na początku meczu, tak i teraz nie dał rady posłać piłki do bramki Łubika.
Zostali w szatni
Po zmianie stron do głosu doszli przyjezdni, którzy niecałą minutę po wznowieniu gry doprowadzili do wyrównania. Na listę strzelców wpisał się, najlepszy strzelec ekipy ze zdrojowego miasta, Wigezzi, celnie główkując po wrzutce z rzutu rożnego.

Kilka minut później sędzia wskazał na "wapno" po zagraniu ręką przez Kopczyka. Do piłki podszedł Ferfecki, ale jego intencje wyczuł Dana i nadal mieliśmy 1:1. W następnej minucie Wigezzi mógł, a nawet powinien dać prowadzenie swojej drużynie, ale w sytuacji sam na sam przegrał z naszym bramkarzem.
Po niespełna godzinie gry goście dopięli już swego, a tym który znalazł sposób na dobrze dysponowanego bramkarza Tychów był Pietraczyk. Trzeba jednak przyznać, że uderzenie z pierwszej piłki z okolicy 25 metra było nie do obrony.
Problemy z kryciem
Przyjezdni nie zwalniali tempa, ale próby Pietraczyka czy Kudera nie wpłynęły na zmianę rezultatu. Dopiero w 65. minucie, drugi raz tego dnia, na listę strzelców wpisał się Pietraczyk wykorzystując zamieszanie w polu karnym tyszan i zrobiło się 1:3.
Cieszy mnie, że ta druga połowa potoczyła się po naszej myśli. Zdobyliśmy dwie bramki po stałych fragmentach gry, była jeszcze szansa dołożyć jedną z rzutu karnego, ale najważniejsze są trzy punkty. Wygraliśmy tutaj pierwszy raz odkąd rywalizujemy w czwartej lidze więc to zwycięstwo smakuje podwójnie - zakończył trener Kuźni Ustroń.
Na pięć minut przed końcem meczu wynik porażki mógł zmniejszyć Paluch, ale piłkę po jego uderzeniu z rzutu wolnego zablokował obrońca rywali i mecz zakończył się naszą porażką.

Nasi rywale w kilka minut pozbawili nas nadziei na korzystny wynik. Nie możemy zachowywać się przy stałych fragmentach gry tak, jak to miało miejsce dzisiaj. Takie błędy są wręcz niedopuszczalne. Mogliśmy przegrać ten mecz jeszcze wyżej, ale dobrze w bramce spisał się Kacper Dana - podsumował mecz trener Jarosław Zadylak.
GKS II Tychy – KS Kuźnia Ustroń 1:3 (1:0)
1:0 Paluch (26.)
1:1 Wigezzi (46.)
1:2 Pietraczyk (58.)
1:3 Pietraczyk (65.)
Sędziował: Sebastian Szczotka (Cisiec)
GKS II Tychy: 99. Dana - 97. Rutkowski, 7. Kokoszka, 19. Kopczyk, 3. Kozlenko, 9. Dzięgielewski (74, 2. Wolak), 5. A. Biegański, 44. Bielusiak, 34. Krężelok, 24. Paluch, 17. Bojarski (80, 18. Jochemczyk). Trener Jarosław Zadylak.















