Dziewiąty raz z rzędu "Trójkolorowi" zgarnęli pełną pulę i na trzy kolejki przed końcem sezonu stanęli przed szansą zajęcia trzeciego miejsca w tabeli.
Rekonwalescent dał sygnał do ataku
Wracający po kontuzji do gry Wołkowicz jako pierwszy rozruszał tyską drużynę. W 7. minucie spotkania odważnym rajdem lewą stroną boiska przedarł się w pole karne rywali, tam wrzucił futbolówkę na piąty metr do nadbiegającego Machowskiego, ale temu zabrakło centymetrów by skutecznie zamknąć akcję.
Chwilę później miejscowi spróbowali się odgryźć tyszanom, ale uderzenie Bębna powędrowało nad bramką.
W 23. minucie podręcznikową akcję rozegrali podopieczni trenera Jarosława Zadylaka. Piłka zagrana przez Palucha jak po sznurku powędrowała pod nogi Bartosza Rutkowskiego, a ten odegrał na wolne pole do Kasprzyka. Najskuteczniejszemu zawodnikowi rezerw zostało już tylko dostawić nogę i było 0:1.
Od tego momentu napór "Trójkolorowych" tylko się zwiększał. Dwukrotnie bramce Drzewiarza próbował zagrozić Biegański, ale obie próby okazały się nieskuteczne. Podobnie jak uderzenie Kasprzyka po wrzutce Misztala.
Tyszanie swego dopięli w 41. minucie, choć "czarną robotę" w tej akcji wykonał obrońca miejscowych. Atak wyrzutem z autu rozpoczął Kajetan Rutkowski, zagrał do rozpędzonego Kasprzyka, a ten wrzucił piłkę tak na piąty metr, że zaskoczeni obrońcy gospodarzy niefortunną interwencją sami wbili ją sobie do bramki.
Fragmentami Tychy w pierwszej połowie miały swoje sytuacje i były one groźne, jednak nie uważam, by ta część gry przebiegała wyłącznie pod dyktando rywali. Może z naszej strony nie było klarownych sytuacji, ale do 20 minuty siły na boisku się równoważyły - powiedział trener gospodarzy Paweł Łoś.
Jeszcze przed przerwą aktywny tego dnia Biegański mógł dwukrotnie wpisać się na listę strzelców, ale wpierw jego uderzenie cudem wybronił Góra, a w kolejnej akcji piłka minimalnie minęła bramkę LKSu.
Ten mecz mogliśmy zamknąć już w pierwszej połowie strzelając na 3:0. Przed spotkaniem uczulałem chłopaków, że na skrzydłach będzie duża szansa zagrozić rywalom i tak też się stało - ocenił z kolei trener gości Jarosław Zadylak.
Moment nieuwagi
Zanim miejscowi złapali kontakt, aż czterokrotnie wystawili swojego bramkarza na ciężką próbę. W przeciągu dziesięciu minut kolejno Biegański, B. Rutkowski, Machowski i Misztal stawali przed szansą podwyższenia wyniku, ale za każdym nieskutecznie.
Jasieniczanie swoją szansę zwietrzyli w 63. minucie. Po naszym błędzie przy wyprowadzeniu będący w dogodnej sytuacji Adam Waliczek nie dał szans Danie zmniejszając rozmiary porażki na 1:2.
Od tego momentu gra stała się bardziej otwarta, choć to tyszanie częściej dochodzili do sytuacji strzeleckich. Na nic jednak zdały się próby kapitana tyszan, Krężeloka czy Kopczyka. Dopiero Biegański w 81. minucie znalazł sposób na Górę i po podaniu Machowskiego i ustalił, jak się później okazało, wynik na 1:3.
Szkoda szybko straconych bramek, bo doskonale wiedzieliśmy jakie są mocne strony przeciwnika. W drugiej połowie nasza gra wyglądała już zdecydowanie lepiej i gdyby nie bramka na 1:3 to losy tego meczu mogłyby się potoczyć inaczej - podsumował trener Drzewiarza.
Każde zwycięstwo cieszy i nie jest ani monotonne ani nudne. Chcemy do końca sezonu grać z taką jakością i zaangażowaniem u chłopaków jak dotychczas - dodał na zakończenie trener rezerw.
LKS Drzewiarz Jasienica - GKS II Tychy 1:3 (0:2)
0:1Kasprzyk (23.)
0:2D. Waliczek (41. samobójcza)
1:2A. Waliczek (63.)
1:3Biegański (81.)
Sędziował:Daniel Kruczyński (Żywiec)
GKS II Tychy:1. Dana – 97. K. Rutkowski, 4. Zarębski, 19. Kopczyk, 31. Wołkowicz Ż (46, 3. Stafaniak), 24. Paluch (81, 5. Nowak), 79. Machowski, 11. Misztal Ż, 47. Biegański, 77. B. Rutkowski, 9. Kasprzyk (46, 34. Krężelok). TrenerJarosław Zadylak.















