Remisem 4:4 zakończył się środowy sparing pomiędzy GKS Tychy a Unią Kosztowy. Wynik mógł być znacznie wyższy, gdyby nie skuteczność obu ekip.
Festiwal strzelecki
W pierwszą połowę lepiej weszli goście, którzy już w 5 minucie wykorzystali nieporozumienie w szeregach obronnych tyszan i otworzyli wynik uderzeniem przy słupku. Cztery minuty później odpowiedzieli miejscowi. Kacper Piątek przebojem przedarł się przez pół boiska, po czym płaskim strzałem pokonał golkipera gości i mieliśmy wyrównanie.
Na kolejne trafienia nie musieliśmy długo czekać. Wpierw Kasprzyk skutecznie główkował po dograniu z rzutu rożnego i było 2:1. Minutę później odpowiedzieli goście, wykorzystując kolejny błąd tyskiej defensywy.
W następnych akcjach swoje szanse mieli kolejno Staniucha, Kasprzyk i Bojarski, ale żaden z nich nie znalazł sposobu na bramkarza gości. Niewykorzystane sytuacje szybko się zemściły i już w 37 minucie za zagranie ręką we własnym polu karnym przez Kozlenke sędzia wskazał na 11 metr. Maciejowski przy uderzeniu przeciwnika nie miał nic do powiedzenia i to goście ponownie objęli prowadzenie. Na domiar złego, pięć minut później, po kontrataku straciliśmy kolejną bramkę i do przerwy wynik brzmiał 2:4.
Mieliśmy problem z odbudowywaniem ustawienia po stracie piłki. Rywale skrzętnie wykorzystali każdy nasz błąd i zasłużenie prowadzili - ocenił opiekun GKS Tychy.
Dwa oblicza rezerwistów
Po zmianie stron "Trójkolorowi" wyszli mocno zmotywowani do lepszej gry. Jako pierwszy próbował Staniucha minimalnie chybiając, by po chwili piłka trafiła do Dzięgielewskiego. Ten dostawił tylko nogę, zmniejszając tym samym rozmiary porażki na 3:4.
Nie jestem zwolennikiem podnoszenia głosu, ale widocznie niektórym zawodnikom nie służy merytoryczne zwracanie uwagi. Musiałem wstrząsnąć zespołem żebyśmy zaczęli grać to, co sobie zakładaliśmy - nie krył swojego rozczarowania trener Tomasz Wolak.
Po kwadransie gry przyjezdni mieli dwie znakomite okazje do zmiany wyniku, ale w obu sytuacjach kunsztem bramkarskim popisał się Dana.
Skuteczność do poprawy
Od 60 minuty tyszanie znów opanowali sytuację na boisku raz za razem stwarzając sobie groźne sytuacje bramkowe. Wynik w każdej z tych okazji mógł, a nawet powinien ulec zmianie. Niestety próby Dzięgielewskiego, Kozlenki, Staniuchy czy ponownie Dzięgielewskiego cudem zatrzymywał bramkarz rywali.
Sposób na golkipera Unii znalazł dopiero Krężelok w 72 minucie, kiedy to skutecznie główkował po zagraniu z rzutu rożnego i mieliśmy 4:4.
Do końca meczu grę prowadzili miejscowi, ale zawiodła skuteczność. Najbliżej zdobycia bramki był Kasprzyk, ale piłka po jego uderzeniu ostemplowała tylko słupek. Natomiast przy próbach Staniuchy, Kozlenki i Dzięgielewskiego swoimi umiejętnościami wykazał się bramkarz gości.
W drugiej połowie nasza gra wyglądała zdecydowanie lepiej i pokazała, że jednak zmierzamy w dobrym kierunku. Było sporo okazji do podwyższenia wyniku, ale zabrakło precyzji - zakończył Tomasz Wolak.
GKS II Tychy – Unia Kosztowy 4:4 (2:4)
0:1 (5.)
1:1 K. Piątek (9.)
2:1 Kasprzyk (11.)
2:2 (12.)
2:3 (37. karny)
2:4 (42.)
3:4 Dzięgielewski (58.)
4:4 Krężelok (72.)
GKS II Tychy:
1. Maciejowski (46, 22. Dana) – 2. Wolak (69, 97. Rutkowski), 28. Kozlenko, 8. Romanski (46, 31. Bielusiak), 97. Rutkowski (46, 24. Paluch), 4. Moskiewicz (46, 32. Laskoś), 19. Staniucha, 3. Pawlusiński (46, 10. Misztal), 77. K. Piątek (46, 18. Dzięgielewski), 14. Bojarski (46, 34. Krężelok), 9. Kasprzyk. Trener Tomasz Wolak.















