W meczu rezerw spadkowicza z ekstraklasy z przedstawicielem szerokiej kadry drużyny Fortuna 1 ligi, górą okazali się tyszanie, zwyciężając zasłużenie 3:0.
Cios za cios
Pierwszą sytuację strzelecką w tym meczu stworzyli sobie goście. Już w 2. minucie Dana, choć z problemami, to zdołał wybronić uderzenie jednego z rywali. Chwilę później czujność naszego golkipera sprawdził Wania, ale i tym razem obeszło się bez strat.
Tyszanie objęli prowadzenie po pierwszym, celnym uderzeniu. Idealnie w polu karnym przeciwnika odnalazł się Kasprzyk i płaskim strzałem po ziemi otworzył wynik w 12. minucie.
W następnej akcji powinno być 2:0. Piłkę z rzutu rożnego zagrywał Stafaniak, na dalszym słupku zgrał ją Kopczyk, a uderzenie z głowy, nadbiegającego na 8 metrze Bartosza Rutkowskiego minimalnie minęło bramkę Wieczorka.
Od 24 minuty na boisku zobaczyliśmy mała wymianę ciosów, którą rozpoczęli bielszczanie. Wpierw swojej szansy spróbował Mazur, ale na jego drodze stanął Kopczyk. Po drugiej stronie boiska Rutkowski minimalnie chybił po zagraniu Kasprzyka. Następnie Wania zza pola karnego sprawił dużo problemów Danie, by po chwili Kasprzyk nieznacznie przestrzelił po zagraniu Stafaniaka.
Na kolejne trafienie przyszło nam poczekać do 40. minuty. Kapitan tyszan idealnie zagrał po przekątnej boiska do Kargulewicza, a ten wychodząc na wolne pole z zegarmistrzowska precyzją zmieścił piłkę między Wieczorkiem a słupkiem strzeżonej przez niego bramki.
Mieliśmy swój plan na to spotkanie, ale przytrafiły nam się błędy w defensywie, które ustawiły to spotkanie już w pierwszej połowie - tłumaczył trener gości Dariusz Kołodziej.
Kargulewicz razy dwa
Po zmianie stron do ataku ruszyli "Trójkolorowi" i już po sześciu minutach Kargulewicz wpisał się po raz drugi na listę strzelców, spokojnie finalizując pojedynek sam na sam z bramkarzem "Górali".
W 54. minucie Kopczyk mógł strzelić kolejnego gola, ale nieczysto uderzył w piłkę i goście odetchnęli z ulgą, bowiem kolejny raz pozostawili niekrytego obrońcę we własnym polu karnym.
Na nieco ponad kwadrans przed końcem regulaminowego czasu gry, tyszanie wystawili na ciężką próbę swojego bramkarza. Do zbyt krótko zagranej piłki doskoczył jeden z rywali, ale w sytuacji jeden na jednego musiał uznać wyższość Dany.
Nasze zespoły opierają się głównie na młodzieży, która lubi grać z fantazją. Jednak trudniej w tym przypadku o stabilizację formy i my to doskonale potwierdzamy. Potrafimy ograć wysoko lidera, a później mamy problemy z drużynami z dołu tabeli. Dzisiaj po dwóch straconych golach musieliśmy zmienić plany, ale i tak punkty zostały w Tychach - powiedział trener Podbeskidzia.
Dwie minuty przed końcem meczu z kontrą wyszli miejscowi. Kasprzyk zagrał na wolne pole do Misztala, a ten mógł albo strzelić albo odegrać jeszcze do wychodzących na pozycję kolegów. Wybrał uderzenie, niestety myląc się nieznacznie i mecz zakończył się zwycięstwem tyszan 3:0.
Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że będzie to ciężki mecz i taki też był. Rywale mieli swoje szanse, ale udało się nam znów zagrać na zero z tyłu, a do tego odnieść kolejne ligowe zwycięstwo - podsumował krótko trener Jarosław Zadylak.
GKS II Tychy – TS Podbeskidzie II Bielsko-Biała 3:0 (2:0)
1:0 Kasprzyk (12.)
2:0 Kargulewicz (40.)
3:0 Kargulewicz (52.)
Sędziował: Robert Skoludek (Przezchlebie)
GKS II Tychy: 99. Dana – 24. Połap (46, 97. K. Rutkowski), 4. Zarębski, 19. Kopczyk, 3. Stefaniak, 31. Kargulewicz (85, 5. Nowak), 79. Machowski (81, 44. Bielusiak), 11. Misztal, 47. Biegański (63, 41. Paluch), 77. B. Rutkowski, 9. Kasprzyk Ż. Trener Jarosław Zadylak.















