W środę odbyło się spotkanie prasowe z udziałem Zarządu KP GKS Tychy. Max Kothny i Piotr Włodek przez blisko godzinę odpowiadali na pytania dziennikarzy. Poruszony został m.in. temat spadku z ligi oraz budowy zespołu na nadchodzący sezon. Poniżej prezentujemy najważniejsze wypowiedzi.
O powodach spadku z ligi.
Trzy mogą nie wystarczyć. Po pierwsze – błędy popełnione przy budowaniu drużyny w letnim okienku. Po drugie – zmiany, których dokonaliśmy zimą nie zadziałały tak, jak oczekiwaliśmy. Po trzecie – absolutnie zła mentalność zespołu przez cały sezon. Zbierając to wszystko, nie było możliwości, żeby wygrywać i się utrzymać. Tracąc 74 bramki w sezonie, nie masz szans na pozostanie w lidze.
O kulisach pożegnania z trenerem Łukaszem Piszczkiem.
Trenerzy mieli bardzo trudne zadanie, ponieważ drużyna całościowo nie prezentowała oczekiwanego poziomu. Według mnie w piłce nożnej trener ma wpływ w około 25%, natomiast aż 75% to piłkarze. Łukasz Piszczek jako mniej doświadczony szkoleniowiec musiał zarządzać wieloma problemami. Po porażce w Mielcu, gdzie nie mieliśmy żadnych szans na zdobycie chociażby jednego gola, stało się jasne, że Łukasz odejdzie z klubu. To była decyzja, której się poniekąd spodziewaliśmy. Nie czuł się już dobrze w tym projekcie.
O tym, dlaczego przygoda Łukasza Piszczka w Tychach zakończyła się niepowodzeniem.
Z perspektywy czasu można powiedzieć, że ten timing był zły. Połączenie kilku czynników – drużyny, sztabu oraz sytuacji, w jakiej znajdował się klub – skończyło się źle. Jesteśmy przekonani jednak, że Łukasz Piszczek to dobry szkoleniowiec. Jego wiedza na temat futbolu i taktyki jest ogromna. Kombinacja powyższych czynników sprawiła natomiast, że to wszystko nie funkcjonowało tak, jak tego oczekiwaliśmy. Może gdybyśmy nawiązali tę współpracę w nieco innym momencie, przy trochę mniejszej presji, wszystko potoczyłoby się inaczej.
O wsparciu inwestorów.
Inwestorzy nie są zadowoleni z wyników, ale nadal będą wspierać klub i podążać za planem, który przygotowaliśmy. Wczoraj odbyliśmy długą rozmowę. Mogę zapewnić, że klub znajduje się w stabilnej sytuacji finansowej i w przyszłym sezonie będzie walczył o awans. Chcemy wykorzystać ten spadek jako możliwość przebudowy klubu pod kątem sportowym i finansowym. Zamierzmy stworzyć solidne podstawy i mocniejsze zaplecze.
O spadku i nadchodzącym sezonie.
Z pewnością jest to duży krok do tyłu, bo nie zakładaliśmy, że po tych trzech latach spadniemy z ligi. Sytuacja jest jednak, jaka jest. W pierwszych dwóch sezonach byliśmy blisko strefy barażowej, w trzecim natomiast popełniliśmy za dużo błędów, dlatego spadamy z ligi. Natomiast patrzymy na to długofalowo, nasi inwestorzy również. Zamierzamy się odbudować i jak najszybciej wrócić na zaplecze Ekstraklasy. Taki jest nasz cel.
O dotacjach z miasta.
Znamy na razie dotacje miasta na 2026 rok, ale na 2027 rok jeszcze nie. Oczekujemy jednak dotacji takiej samej jak te, które były dotychczas. W sporcie czasami się wygrywa, a czasem przegrywa. Podejmowanie decyzji pod wpływem emocji i z powodu braku wyniku nie zawsze jest dobre. Jesteśmy w sytuacji, kiedy z jednego z najniższych budżetów w 1. lidze przechodzimy do jednego z najwyższych w 2. lidze. Budżet na zawodników będzie oczywiście niższy, ale pozostanie w zakresie, który umożliwi nam walczyć o najwyższe cele. Podsumowując, będą cięcia, ale klub cały czas będzie prowadzony w sposób profesjonalny i stabilny.
O trenerach, z którymi były prowadzone rozmowy jesienią.
Marcin Włodarski rzeczywiście jest jednym z trenerów, z którymi rozmawialiśmy po zwolnieniu trenera Skowronka, ale nie jedynym. Odbyliśmy rozmowy również z Jakubem Dziółką, Przemysławem Łagożnym czy Grzegorzem Szoką – szkoleniowcami, którzy trafili później do innych klubów. My wybraliśmy wówczas – wydawałoby się – najciekawsze nazwisko, ale wybór ten okazał się nietrafiony. Z pewnością godne podziwu jest to, co trener Włodarski robi w Podbeskidziu. Był jednym z tych kandydatów, z którymi rozmowy trwały najdłużej, ponieważ podobał nam się jego ofensywny styl gry. Nie doszło jednak do żadnych konkretów i postawiliśmy na Łukasza.
O cierpliwości inwestorów.
Nie ma deadline'u. Plan jest długofalowy i inwestorzy cały czas wspierają klub. Oczywiście, jeżeli chodzi o tę stronę sportową, polegliśmy, ale staramy się dążyć do sytuacji, w której klub będzie osiągał profit w innych partiach, takich jak chociażby Akademia. Inwestorzy wymagają od nas pewnego cięcia kosztów, ale powiedzieli też, abyśmy się skupili na budowie zespołu walczącego o awans. Najważniejsze, żeby nie popełniać tych samych błędów i napisać nową historię. Spadek może być szansą na zmiany na lepsze i chcemy ją wykorzystać.
Spadek to oczywiście okropna sytuacja i duże wyzwanie dla nas, ale nie zamknę się w pokoju i nie będę płakał każdego dnia. Musimy ustabilizować sytuację i zbudować drużynę, która jak najszybciej wróci do I ligi.
O zmianie podejścia wobec drużyny.
Deficyt stanowi połowę tego, co było w poprzednim sezonie. Na pewno zoptymalizujemy koszty pod kątem pierwszej drużyny. Przez te trzy lata piłkarze w Tychach mieli bardzo dobrze. Można powiedzieć, że był pełny stół i każdy mógł z niego wszystkiego brać. Zmieniamy trochę to podejście, bo zawsze było tak, że my dawaliśmy dużo piłkarzom, a teraz okazało się, że piłkarze nie dali nic w zamian. Niektóre rzeczy będą uzależnione od wyników. Nie może być tak, że mimo słabej postawy piłkarze nadal otrzymują to, co jest niedostępne np. w innych klubach. To jeden z błędów, które popełniliśmy na przestrzeni całego poprzedniego sezonu.
O relacjach właścicielskich.
Głównym właścicielem GKS-u Tychy nie jest Pacific Media Group, czyli właściciel kilkunastu klubów w Europie. Jest nim spółka Tychy Investment Company. Trafiają do niej środki z TSG Entertainment oraz The Seelig Group, która ma swoje minimalne udziały w niemieckim Kaiserslautern oraz szwajcarskim FC Thun. Obecnie skupia się jednak na tym, by poprawić sytuację w Tychach i wrócić do 1. ligi.
O przeprowadzanych zmianach.
Zmian będzie sporo. Ogłosiliśmy już odejścia zawodników, którym kończyły się kontrakty lub wypożyczenia. Pojawi się również lista piłkarzy, z którymi my rozwiążemy kontrakty po spadku, korzystając z przepisów PZPN. Należy wspomnieć jednocześnie o nowych graczach. Część z nich podpisała już kontrakty i wkrótce zostaną ogłoszeni. To wszystko medialnie zostanie przeprowadzone tuż przed rozpoczęciem przygotowań. Kadra będzie uszczuplona. Nie będzie takiej sytuacji, jaka była w sezonie minionym, że pięciu-sześciu zawodników siadało na trybunach. Takie coś nie poprawia atmosfery w drużynie. Każdy będzie miał szansę grać. Na pewną postawimy na jakość, a nie ilość. Do końca tygodnia planujemy kolejne podpisy zawodników, którzy wzmocnią zespół. Przygotowania rozpoczniemy w grupie około 16 piłkarzy, do których dołączą bramkarze i kilku chłopaków z Akademii. Na pierwszy mecz ligowy z pewnością będziemy gotowi.
O dalszych losach niektórych zawodnikach i premiach w przyszłym sezonie.
Damian Kądzior jest jednym z zawodników, z którymi jesteśmy w zaawansowanej fazie negocjacji i liczymy, że zostanie w Tychach. Chcemy sfinalizować jak najszybciej. Piłkarze, którzy dalej będą reprezentowali nasze barwy, zgodzili się na obniżkę wynagrodzeń. Natomiast ci, którzy oczekiwali tyle samo lub więcej, znajdą się na liście odchodzących z klubu. Średnia obniżka wynosi około 20%. Chcemy zbudować teraz kadrę na zawodnikach głodnych gry i sukcesów. System premiowania będzie zupełnie inny. Piłkarze będą otrzymywali małe premie za zwycięstwa, ale część tych pieniędzy będzie zamrożona – z możliwością odblokowania w przypadku awansu. To dla klubu jedyny możliwy sukces.
O pozostaniu trenera Pomsa.
Decyzja o tym, że trener Poms zostaje, pojawiła się z naszej strony. Zaproponowaliśmy obniżkę wynagrodzenia, na którą trener i jego asystent Dino Skvorc się zgodzili. Chcieli zostać w klubie. To ludzie, którzy chcą wygrywać i jak najszybciej wrócić do 1. ligi. Oczekują drużyny ambitnej i z dobrą mentalnością – taką właśnie zamierzamy zbudować. Sprawa pozostania rozegrała się dość szybko. Trener był zawiedziony swoją postawą, ale zaznaczył, że chcę sytuację poprawić i wrócić na zaplecze Ekstraklasy.
O transferze Pawła Olkowskiego.
Duże słowa uznanie pod tym kątem dla Marcela Łubika, który odegrał ważną rolę w transferze Pawła Olkowskiego. Po pierwsze, przedstawił nam go jako najbardziej profesjonalną osobę, z jaką miał do czynienia. Spotkaliśmy się z Pawłem około trzy tygodnie przed końcem sezonu. Rozmowy był owocne. Marcel jednocześnie dużo opowiedział mu o GKS-ie. Cieszymy się, że udało się ten ruch sfinalizować. Kontrakt Pawła mieści się w naszych realiach finansowych.















