Na początku poprzedniego sezonu doznał kontuzji barku. Mimo stosunkowo szybkiego powrotu do gry, dolegliwości bólowe nie ustąpiły. Zimą okazało się, że konieczna jest operacja. Tobiasz Kubik postanowił jednak dograć sezon do końca, pokazując swój charakter i ogromną wolę walki dla dobra zespołu. Obecnie jest już po zabiegu i ciężko pracuje nad tym, by niedługo znów być do dyspozycji trenera.
Dawid Dreszer: Jak zaczęły się u ciebie te problemy z barkiem?
Tobiasz Kubik: Niedługo po dołączeniu do GKS-u, w meczu przeciwko Warcie Poznań doszło u mnie do złamania guzka większego – przynajmniej tak zostało to początkowo zdiagnozowane. Z upływem czasu bark się jednak nie regenerował, a rekonwalescencja nie przebiegała w pełni pomyślnie. Postanowiłem jednak z tym grać. Starałem się przełamywać. W zimę zrobiłem rezonans magnetyczny, bo dalej odczuwałem dyskomfort. Okazało się, że mam naderwane ścięgna, całkowite uszkodzenie górnej głowy bicepsa i naderwane ścięgna podłopatkowe.
Dlaczego nie zdecydowałeś się na ten zabieg wcześniej?
Sprawa wyglądała tak, że początkowa diagnoza nie wykazała tego, co wykonany w grudniu rezonans. Po długiej rozmowie z trenerem uznaliśmy, że miałem dobrą rundę jesienną i jestem potrzebny drużynie w walce o najwyższe cele. Od początku wszyscy mieliśmy bowiem świadomość, o co będziemy grać wiosną, mimo że sytuacja w tabeli wówczas na to nie wskazywała. Ostatecznie zdecydowałem się przełożyć zabieg o kilka miesięcy i wykonać go w trakcie letniej przerwy w rozgrywkach.
Podczas gry towarzyszył ci duży ból?
Na początku grałem na lekach przeciwbólowych. Z czasem przestały one na mnie działać, ale oczywiście byłem w stanie normalnie funkcjonować. Jedyny problem był taki, że nie mogłem mieć pełnego zakresu ruchów ręki. Na treningach czy w meczach nie mogłem nikogo tą ręką pociągnąć. Nie mogłem się od tej strony zastawić. Musiałem zmienić nieco swój styl gry, przestawiłem się bardziej na zastawianie z lewej strony. Więcej o tym myślałem, przez co zdarzały mi się pewne opóźnienia w reakcjach. Nie brałem już leków przeciwbólowych. Ból trochę przeszkadzał, ale jestem osobą zawziętą – chciałem walczyć sam ze sobą i pomóc drużynie.
Myślisz, że ta kontuzja nie pozwalała ci pokazać pełni swojego potencjału? Jesteś przecież zawodnikiem, który bazuje na dryblingach i pojedynkach jeden na jeden.
Mogła mieć jakiś wpływ na moją grę, ale na pewno nie stuprocentowy, bo w piłkę jednak gra się głównie nogami. Może jedynie głowa nie pozwalała mi całkowicie o tym dyskomforcie zapomnieć.
Jesteś już po zabiegu. Jak przebiega twoja rekonwalescencja?
Sam zabieg przeszedłem kilka tygodnie temu. Skończył się sezon i dwa dni później pojechałem do Szpitala św. Łukasza w Bielsku-Białej. Miałem wykonany zabieg artroskopii prawego barku z rekonstrukcją ścięgna mięśnia podłopatkowego oraz rekonstrukcją ścięgna mięśnia nadgrzbietowego prawego. Te dwa ścięgna mam połączone płytką tytanową. Jest to zrobione po to, żebym jak najszybciej mógł wrócić do rywalizacji. Rehabilitacja przebiega bardzo dobrze. Miałem czas dla siebie, żeby te wszystkie więzadła i mięśnie się zregenerowały. Obecnie pracuję z klubowym fizjoterapeutą. Zakres ruchu jest już dużo większy niż przed zabiegiem, odczuwam mniejszy ból. Oczywiście, pewne ograniczenia dalej się pojawiają, ale to normalne. Mam jednak takie poczucie, że ta ręka funkcjonuje już zupełnie inaczej.
Jak to wpływa na twoje przygotowania do nowego sezonu? No bo ten proces wygląda trochę inaczej niż u pozostałych zawodników.
Mój proces przygotowawczy jest bardziej zindywidualizowany. Nie mogę jeszcze trenować z całym zespołem. Teraz jak jestem na obozie, mogę pracować dużo ciężej fizycznie. Na ten moment moje działania skupiają się na odbudowie tych mięśni w ręce. Podczas obozu mogę już normalnie biegać i indywidualnie pracować z piłką. A za jakiś czas – nie chcę dokładnie mówić kiedy, ale na pewno jeszcze przed rozpoczęciem sezonu – wrócę do treningów z drużyną.
Fizycznie to przygotowanie będzie wystarczające?
Uważam, że w takich sytuacjach bardziej poświęca się czas samemu sobie i pracuje nad innymi aspektami, które jeszcze wymagają pracy. Czasem okazuje się to dla zawodników przydatne. Pozwala nadrobić rzeczy, nad którymi w naturalnym mikrocyklu nie zawsze ma się czas, by popracować. Tlenowo byłoby trudno być gotowym w stu procentach już na pierwsze spotkanie, ale zawsze byłem piłkarzem, który miał bardzo wydolne płuca do biegania. Myślę więc, że szybko będę w stanie wrócić do swojej dyspozycji fizycznej.
To chyba też cenne życiowo doświadczenie.
Tak, nauczyło mnie to przede wszystkim cierpliwości oraz pracy nad sobą. Nie szukam już wymówek i nie zrzucam pewnych rzeczy na dalszy plan. Bardziej doceniłem również swoje zdrowie. Zamierzam zupełnie inaczej podejść do swojego przygotowania fizycznego w nadchodzącym sezonie, skupiając się na różnych aspektach.
Stawiasz sobie jakieś cele indywidualne?
Na pewno jakieś cele indywidualne mam już w głowie, ale najważniejsze jest dla mnie dobro drużyny. Absolutnie nie mam zamiaru przedkładać celów indywidualnych nad cele drużynowe.
Ale ta dobra atmosfera w zespole chyba się nie zmieniła?
Nie. Przyszli nowi zawodnicy i od razu dobrze wpasowali się do zespołu. Widać po nich, że są tutaj zadowoleni. Obóz jest do tego doskonałym środowiskiem. Uważam, że są to naprawdę odpowiednie osoby dla GKS-u Tychy.















